Pytanie
środa, 1 maja 2013
Rozdz.15
"Każda wspólna zabawa zawsze przyprawiała mnie o dreszcze. Kocham kiedy siadaliśmy w altanie i rozpakowywaliśmy paczki z przydatnymi rzeczami, które nam przywozili na dworzec. Haha! Kochanie pamiętasz jak musieliśmy je nosić, aż do ogrodu? To było świetne! Teraz już tak nie mogę, bez Ciebie to już nie jest ani fajne, ani zabawne. Teraz to tylko rutyna którą zresztą coraz rzadziej wykonuje. Nie mam ochoty ruszyć się z miejsca. Coraz mniej jem tylko po to, żeby szybciej Cię spotkać. Wczoraj wieczorem ostatni raz odwiedziłem Londyn. Było świetnie wszyscy za tobą tęsknią. Ja także, teraz nawet jazda pociągiem mnie nudzi.
PS. Jutro przypomnę tobie jak się tu znaleźliśmy i co odkryliśmy. Wiem, wiem wszystko już znamy na pamięć, ale wiesz jak bardzo to lubię. Kocham Cię ~Forever young~ Twój John."
*Harry*
To jest dość dziwne. Wydaje mi się, jak gdyby ich już z nami nie było. Ani Frerard'a ani John'a... Nie za bardzo wiem jak to powiedzieć Louis'owi bo strasznie przejmuję się, że zabrał dziennik John'owi który miał znaleźć Frank, a nie Lou.
-Harry, ja wrócę do pociągu i odłożę go tam gdzie go znalazłem!- Wpadł nagle na pomysł z błyskiem oczu.
-Lou, posłuchaj mnie uważnie, zgoda?- Położyłem dłoń na jego i spojrzałem w oczy zaczynając.- Bo wiesz, czasem takie pamiętniki pisze się, kiedy czuję się samotnym z braku jakiejś osoby...
-Wiem Harry! Wiem, bo John tęsknił za Frank'iem dlatego do niego pisał. Żeby potem wszystko mu pokazać, bo zapomni o tym co robił przez wszystkie dni jego nieobecności- Mówił ucieszony.
-Widzisz Lou, nie chodzi o to... Spójrz na datę, prawie rok temu. Jak myślisz, czemu ich tu nie ma.- Znieruchomiał, ale dawał do zrozumienia, że nadal nie wie co mam na myśli.- Louis, John musiał czuć się okropnie. Tęsknił za Frerard'em którego nie miał. I do którego w tym świecie już nie mogł wrócić. John wierzył, że jak będzie pisał dziennik, to poczuje, jakby tamten wciąż z nim był. Zakładam, że jakbyśmy zobaczyli ostatni wpis to mówiłby on o tym, że John zaraz zobaczy się z Frankiem... Lecz już nie na tym świecie Louis.- Jego oczy się zaszkliły. Spojrzał na mnie i w jednej sekundzie rzucił mi się w ramiona. Zaczął szlochać.
-Ale dlaczego tak?!- Krzyczał w moje ramię.
-Nie płacz skarbie. Nic się nie stało, słyszysz?- Pocieszałem go jak najmocniej potrafiłem głaszcząc po plecach.
-Dlaczego to się stało?! To przeze mnie? Przecież John nie wziął ze sobą pamiętnika!- Płakał jeszcze bardziej.
-Lou! Uspokój się.- Odciągnąłem go od siebie łapiąc za ramiona.- Spokojnie już... Dobrze. To nie twoja wina. Nikt nie zawinił.- Przytulił się do mnie znów, tym razem ja mocno go przytuliłem i powtarzałem cicho, żeby był już cicho... Samemu mi zaszkliły się oczy. Spojrzałem na otwarty pamiętnik rozwalony za plecami Lou, który się przytulał. Może kiedy znaleźlibyśmy się tutaj wcześniej, pomoglibyśmy mu. A teraz zostały już tylko kartki zapełnione pustymi słowami, jeszcze niedawno znaczącymi tak wiele.
"I na zawsze twój John. Będę Cię kochał, choćbym miał umrzeć. Zrobię to dla Ciebie, żebyś nie czuł się samotny tam gdzie teraz jesteś. Zobaczysz, niedługo pozostanie nam wieczność. Nic nie będzie się liczyło za wyjątkiem nas." Przeczytałem kawałek na jakiejś stronie. Słyszałem jak Loulou powoli się uspokaja wdychając ciężko powietrze do płuc i solidnie wyrzucając je z siebie.
-Wszystko w porządku skarbie? -Spytałem szeptem. Mruknął, że tak i wtulił się we mnie mocniej. Odwzajemniłem, od razu oparłem się o róg hamaka pozwalając Louis'owi położyć się na mnie. Otarł oczy spojrzał się na mnie i pocałował krótko. Przykleił głowę do mojego torsu, obejmując mnie w talii. Położyłem rękę na jego plecach, drugą głaszcząc jego włosy. Szeptałem w je, żeby był już spokojny. Że nic się nie stało, tego już nie zmienimy. Co było już się nie odstanie.
*Tydzień później...* *Louis*
-Hazz! Streszczaj się!- Krzyczałem do zagubionego chłopaka, który jeszcze błąkał się po naszym domku w poszukiwaniu kluczyka.
-No chwila! Gdzie jest klucz od domu?!- Darł się ze skromnego salonu.
-Nie mam pojęcia. Zobacz na ganku, przecież ostatnio...- Zanim dokończyłem wybiegł i zabrał klucz z parapetu. Jeśli przez niego spóźnimy się na pociąg do Londynu, przysięgam nie ręczę za siebie.
-Idę! Fuck! Jeszcze torba...- Znów schował się za drzwiami, po chwili wychodząc ze skórzaną torbą na ramieniu.
-Harrrrry!! - Wkurzony pośpieszałem go.- Mamy 15 minut!- Doszedł do mnie i szybkim krokiem wyszliśmy z ogrodu zostawiając go na dwa dni.
-Na pewno wszystko powyłączałem?- Zdyszany spytał.
-Tak, spokojnie. Ale teraz chodź, no chodź! - Pociągnąłem go za sweter...
Mijając kawiarnie, akurat Nialler stał przed nią machając na pożegnanie krzyknął:
-Miłego weekendu! Czekam na was w poniedziałek ze śniadaniem!
-Spoko! Do zobaczenia!- Wykrzyczał Hazza.
Wbiegając na peron, usłyszeliśmy odgłos " Pociąg do Londynu, szukuje się do odjazdu " Razem przyspieszyliśmy bieg i w ostatniej chwili wparowaliśmy do wagonu.
-Zabiję Cię następnym razem, przysięgam.- Odparłem zdyszany opierając się o własne kolana.
-Ja Ciebie też.- Odpowiedział i zarzucając na siebie torbę ruszył do wolnej kabiny. Podążyłem za nim.
-Siadasz?- Spytał.
-Wiesz... Myślę o dzienniku. Chyba tu go znalazłem.- Odpowiedziałem siadając na nim. Chwyciłem jego gładkie policzki i przyciągnąłem do mnie.
-Tak...- Nie zdążył dokończyć bo już moje usta pieściły jego wargi. Pierwszy raz dzisiaj jedziemy do Londynu. On się strasznie boi, że spotka tam kogoś od swoich. Ostatnie gazety jakie przyszły do nas na głównych stronach miały hasła "Gdzie się podział Harry Styles?!""Demmy Ashidney, ostatnio to najprawdopodobniej z nią miał najbliższy kontakt. Lecz ona odmawia komentarza, usprawiedliwiając się niewiedzą." "Czyżby życie sławnego chłopaka Jessici było zagrożone? Nic nie wiemy o jego zniknięciu. Lecz jego najbliższy przyjaciel Zayn potwierdza, że nic mu nie jest." Biedny Zayn, pewnie nie dają mu spokoju. Harry najpierw chce udać się do niego. Rozstaniemy się na trochę, bo ja pojadę do mojej mamy i sióstr. Mam nadzieje, że on sam sobie poradzi. Nikt z naszej małej wioski jeszcze się o nas nie dowiedział, za wyjątkiem Nialler'a, któremu już zdążyliśmy całkowicie zaufać.
-Będę do Ciebie dzwonił, jakby się coś działo, zgoda?- Nagle wyrwał mnie z zamyśleń Hazz.
-Jak najbardziej. Ale teraz, spać jutro musimy wstać o 5:00 i uważać na życie, ludzie i inne londyńskie sprawy, które mogą wydać to gdzie właśnie jesteś. Będziemy musieli wysiąść osobno, pamiętaj. Ja na drugim dworcu, a ty na pierwszym. I błagam Cię nie zapominaj o kapturze!
-Wiem Louis, haha spokojnie takie rzeczy robiło się już sto razy.- Pocałował mnie w policzek na uspokojenie.
_______
Przepraszam, że tak długo zajmuję mi dodanie rozdziału. :/ nie wiem co jest grane. Ale za to w piątek dodam kolejny rozdział. Będzie dłuższy i ciekawszy, mam nadzieję.
Przepraszam jeszcze raz <333
wtorek, 23 kwietnia 2013
Imagin.
Tak więc, to pisałam na konkurs na I Ship Bullshit Polska xXx. No i wygrałam, ale to mniejsza. Chciałam wstawić, tak wiecie w oczekiwaniu na kolejny rozdział
Enjoy ! <3
Enjoy ! <3
W rzeczywistości spraw...
Jak to jest, że nie mogę go kochać... Każda sekunda z nim jest fenomenalna. Szczerze to nie daję już rady psychicznie, a do tego ta nieznośna 'broda' Eleunor. Kiedy Lou musi z nią być (patrzyć na nią, trzymać się za rączki... Całować) jest taki przygnębiony i markotny, nawet trudno to dokładnie opisać. Cholerny Modest! Popełniliśmy największy błąd niestety nabierając się na wspaniałe warunki... A teraz siedzimy w tym gównie po uszy, wszyscy.
Leżałem na kanapie z zaplątanymi dłońmi na klatce piersiowej. Loui'ego właśnie zabrali. Powód? Czy to takie trudne, można się domyślić. Ostatnio przesadzaliśmy z okazywaniem uczuć publicznie, a przecież zachowujemy się jak reszta One Direction! Pewnie wmawiają nam, że tylko w nas widać to co naprawdę czujemy. Chociaż Elka ma się z czego cieszyć, znów dostanie nowe szmatki. Z zaszklonymi oczyma myślałem w końcu o czasie, w którym to wszystko się skończy. Nie jestem bez sercowym flirciarzem, który pieprzy każdą dziewczynę, plotki są irytujące. Jestem wrażliwy i to bardzo, a do tego niech się wszyscy tak nie podniecają... Jestem Bi i ostatnio coraz bardziej zaczynają interesować mnie faceci niż kobiety... Niekiedy Lou jest o to przeraźliwie zazdrosny.
-Hej, Harry już jestem! - Usłyszałem nagle niebiański głos. Przymknąłem powieki i wzdychając uniosłem kąciki ust ku górze. Żeby tylko nie wyczuł, że miałem zamiar płakać- modliłem się.
-Cześć misiek.- Uśmiechnąłem się mocno kiedy wszedł do salonu.- Jak było?
-Haha. Jak mogło być Hazz nie było Ciebie, więc jak zwykle chujowo.- Jak to bywa zazwyczaj rozbawił mnie swoim śmiechem i usiadł na mnie okrakiem.
-Faktycznie.- Roześmiałem się także kładąc ręce na jego uda.
-A ty, co robiłeś? Byłeś u kogoś, ktoś dzwonił? Ktoś był u ciebie? Jakich chłopak, czy coś.- Ohh nie znosiłem kiedy był tak zazdrosny równocześnie to kochając.
-Lou... Leżałem tak cały czas odkąd wyszedłeś. Nie musisz być tak zazdrosny.
-Zamknij się okej?!- Chyba faktycznie miał zły dzień z El dzisiaj.
-Dobra uspokój się! Ja tylko mówię, to chyba ja powinienem być bardziej zazdrosny o Ciebie, nie uważasz?!- Odparłem tym samym tonem.
-Akurat ty idioto nie masz o co! Dobrze wiesz, że nic bym nie zrobił! Nawet nie mogę.- Wystawiał się, ale ja i tak zawsze wygrywałem.
-Ale byś chciał?! Ciekawy jestem czy gdybyś mógł to oglądałbyś się za kimś innym...- Podniosłem się lekko opierając o podparcie.
-Nie mógłbym do cholery, bo logiczne że Cię kocham!- Wydarł się i w jedną sekundę całą złość z nas zeszła. Tak jest często, chyba normalne są kłótnie.
-Widzisz masz swoją odpowiedz.- Słodko się uśmiechnąłem patrząc w jego turkusowe tęczówki.
-Jaką odpowiedź, na co?- Nie zrozumiał. Złapałem go za rękę i powiedziałem.
-Ja też za nikim innym się nie oglądam. Kocham Cię i nikt ani nic innego mi nie potrzebne. No może odrobina wolności...- Oboje zrozumieliśmy i skończyliśmy temat. Lou uśmiechnął się i pocałował. Kiedy spytał co chcę robić, posmutniałem.
-Czemu jesteś smutny?- Spytał robiąc słodziutką minę.
-Chciałem gdzieś wyjść. Ale nie możemy przecież.- Odparłem niczym naburmuszone dziecko z założonymi rękoma.
-Ee tam. Gadanie, możemy iść do kuchni.
-Haha LouLou dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.- Zawsze rozśmieszał. Podniósł wierzchem dłoni mój podbródek i odpowiedział.
-Wiem kochanie, ale nienawidzę patrzeć jak Ci źle.- Ukazałem dołeczki robiąc się rumiany na policzkach.
-Więc... Możemy faktycznie coś przyrządzić.
-Ahh! Wspaniale, tylko pośpieszmy się za godzinę mamy kolejny koncert.- O kurde! Prawie o tym zapomniałem.
Lou z Harry'm przyszykowali się do wyjścia i pobiegli coś wspólnie zjeść. Jak zwykle bawili się przy tym świetnie, a kilka sekund po tym jak odłożyli talerze zadzwonił ktoś z Modestu nakazując im osobne wyjście z domu. Oboje bardzo wkurzeni posłuchali. Czy to normalne, że Odkąd to 'przyjaciele' nie mogą wyjść z jednego domu...
Tomlinson wymknął się tylnymi drzwiami, gdzie czekał już na niego czarny wóz, to samo w tej chwili robił Harry, ale ten napotkał jeszcze grupkę swoich fanek.
-Harry! Harry! Kochamy Cię! Podpisz tu! I tu!- Krzyczały wszystkie w moją stronę. Nie wiedziałem na którą pierwszą spojrzeć, każda wydawała się być tak bardzo szczęśliwa, że mnie zobaczyła. Bardzo lubiłem naszych fanów. Szeroko się uśmiechnąłem witając się z każdą po kolei. Zacząłem robić zdjęcia, rozdawać autografy, ale po pięciu minutach kiedy usłyszałem klakson musiałem się z nimi pożegnać.
-Kochane, muszę spadać. Zaraz koncert, do zobaczenia!- Rzuciłem w ich stronę kierując się do samochodu. Znów wszystkie zapiszczały żegnając mnie. Odprowadziły mnie do drzwi, a kiedy je zamknąłem będąc już w środku uchyliłem jeszcze okno, żeby im pomachać.
-Zamknij to okno. Nie za miły jesteś?- Nagle odezwał się głos zza kierownicy.
-Och spierdalaj!- Odparłem od razu kiedy byliśmy już sam na sam.- To moi fani i chyba mam prawo być dla nich miły… Nie to co ktoś dla nas.
-Jej, jakie to było życiowe… Tak piękne, jak pięknie wyglądasz z Lou. Pedału.- Nienawidziłem ich. Popieprzeni ludzie (o ile w ogóle można ich tak nazwać. Bardziej odpowiednie byłoby maszyny.)
-Możesz się już przymknąć i jechać! Nie jestem pedałem. Tylko gejem i w porównaniu do ciebie mam serce i uczucia staruchu!- Rzuciłem wkurzony na maksa i nałożyłem słuchawki na uszy odreagowując Pink Floyd’em.
Nim się obejrzałem, po całym zamieszaniu z garderobą, mikrofonami stałem już na scenie, a w tle leciała Little Things. Spojrzałem na tłum wiwatujących, a nawet płaczących fanów. Ten widok zawsze mnie rozklejał od środka, to niesamowite jak dużo dla nich najwyraźniej znaczymy. Niezwykłe, że jesteśmy autorytetami większości. Uśmiechnąłem się pod nosem kiedy usłyszałem pierwsze słowa piosenki śpiewanej przez Zayn’a „Your hand fits in mine like it's made just for me. But bear this in mind it was meant to be.” Zerknąłem na Loui’ego, który właśnie przeszywał mnie wzrokiem nie zwracając uwagi na nic innego. To źle, bardzo źle. Lou proszę ocknij się, potem znowu będziesz musiał wychodzić z Elką. Błagałem siebie w myślach. Na szczęście w jednej chwili Nialler ruszył do akcji zagadując Boobear’a czymś innym. Usiadłem na jeden ze schodków, na których byłem prawie nie widoczny dla głównych kamer, pomachałem fanom. Kiedy nagle usłyszałem niebiański głos Louis’a, taki prawdziwy spuściłem głowę w dół smutny. Miałem nogi z waty, a gdy uniosłem wzrok z powrotem ku górze zobaczyłem Tomlinson’a spoglądającego wprost na mnie (to byłą prawie sekunda, ale wiedziałem o co mu chodzi.) „And maybe that's the reason that you talk in your sleep.” Podobno mówiłem dzisiaj przez sen, że go kocham. Zarumieniłem się prawie zapominając o swojej solówce. Na szczęście w ostatniej chwili zdążyłem się opanować i wstałem śpiewając…
Koniec.
Ukłon.
Uśmiechy.
Oklaski.
Przyjaźń.
Nienawiść.
Tajemnica.
Miłość…
niedziela, 21 kwietnia 2013
Rozdz. 14
Obudziłem się mrużąc oczy. Rozciągnąłem i zacisnąłem powieki kiedy promień słońca przedostał się przez zielony bluszcz obrastający powierzchnie szklarni. Przekręciłem się na drugi bok zauważając przed sobą najsłodszą istotę świata. Louis tak ślicznie wyglądał jak spał. Odgarnąłem kosmyk włosów z jego policzka i przyglądałem się jemu. Kurwa, jak ja Cię kocham Lou!-pomyślałem. Objąłem go w pasie i lekko się zbliżyłem całując w czoło. Zamruczał jak kotek i zaczął się wiercić kładąc rękę pomiędzy nasze klatki piersiowe. Jeździł lekko opuszkiem po moim mostku, podczas gdy mnie przechodziły ciarki.
-Harry.. - mruknął nagle... Niech lepiej przestanie, bo mi stanie...
-Słucham skarbie?- spytałem przejeżdzając dłonią po całym jego karku zatrzymując się na biodrach.
-Kocham Cię.- Znów mruknął spoglądając mi w oczy.
-Przestań wydawać z siebie taki dźwięk, bo jestem bliski erekcji...-szepnąłem zawstydzony. Zaśmiał się nie otwierając ust i wtulił we mnie zatrzymując głowę na moim obojczyku.
-Chodź Lou pójdziemy na śniadanie?- spytałem po jakimś czasie siadając obok niego. Przykryłem się lekko kocem, bo siedziałem po turecku... nago.
-Harry, czy ty zawsze wstajesz tak wcześnie?- Zapytał zaspany i uchylił oczy obracając się do mnie przodem. Podparł głowę ręką i patrzył na mnie.
-Nie Loulou, ale nie wierzę w to, że spałem z chłopakiem. Musiałem się upewnić czy to nie był sen...
-Ach tak? Fajnie słyszeć, że się brzydzisz chłopaków...- Zamknął na chwilę oczy i jeszcze raz potem spojrzał na mnie, a ja przysunąłem się do niego i pocałowałem.
-Nigdy się Ciebie nie brzydziłem. Nigdy też nie wyprę się tego, że Cię kocham Louis. Więc nawet nie waż się tak myśleć.- położyłem się na nim dłoni opierając się o koc nad jego głową. Wisiałem w ten sposób, kiedy on zaczął nagle coś śpiewać.
Cause this love is only getting stronger
So I don’t want to wait any longer
I just want to tell the world that you’re mine boy.
So I don’t want to wait any longer
I just want to tell the world that you’re mine boy.
They don’t know about the things we do
They don’t know about the I love you’s
But I bet you if they only knew
They don’t know about the I love you’s
But I bet you if they only knew
They will just be jealous of us
-A najlepsze, że nikt o tym nie wie! Nie wiedzą, że się kochamy!
-Louis co o jest? To twoje?- spytałem na serio cholernie wzruszony spoglądając na jego błyszczące tęczówki całkiem poważnie.
-Tak...- odpowiedział nieśmiało.- To tylko kawałek, pomyślałem o nas i po prostu zacząłem pisać.
-Kurde masz talent! Mówię naprawdę! Nie tylko śpiewanie, ale pisanie tekstów!- Uśmiechnąłem się szeroko kiedy się zarumienił.
-Wiesz, jeśli chcesz możesz pomóc mi ją skończyć.
-Żartujesz sobie. Ja bym ją tylko zepsuł.- odparłem wstając i ubierając bokserki.
-Zaraz mi stanie.- Szepnął nagle i zaśmialiśmy się głośno.- A co do piosenki wystarczy, że będziesz mi mówił co czujesz reszte pozostaw mnie. Mam pomysł! Zacznij teraz. Ukucnij...- Tak zrobiłem.- A teraz zamknij oczy policz do dziesięciu i powiedz to co czujesz...- Słuchałem go robiąc dokładnie to, co mi kazał i nagle zacząłem mówić.
-Bo wiesz, nikt nie wie, że patrzę na Ciebie kiedy śpisz, ja czekałem całe życie tylko dlatego Lou, żeby odnaleźć Ciebie...Kochanie nikt o niczym nie wie...- Uchyliłem na chwilę oczy i Tomlinson siedział skupiony nad jakąś kartką pisząc coś.
-Nie przerywaj. Idzie Ci świetnie. Kontynuuj, kocham Cie.- Uśmiechnął się słodko, ja znów zamknąłem oczy i jak prosił mówiłem dalej.
-Mi wystarczy tylko jeden twój dotyk...- Przejechałem po jego ramieniu kciukiem i czułem jak przebiegają przeze mnie ciarki.- Przez to co robie, staję się wierniejszy tobie, a kiedy w nocy leżeliśmy to z każdym pocałunkiem kocham Cię mocniej... - Oddychałem głęboko a serce waliło mi jak porąbane. Jeszcze ani razu w swoim życiu, nie powiedziałem takich rzeczy o drugiej osobie. Usłyszałem kruchy, ale głęboki głos błękitnookiego.
-To się staje coraz lepsze, z każdym dniem Harry.
-Tak...- odpowiedział nieśmiało.- To tylko kawałek, pomyślałem o nas i po prostu zacząłem pisać.
-Kurde masz talent! Mówię naprawdę! Nie tylko śpiewanie, ale pisanie tekstów!- Uśmiechnąłem się szeroko kiedy się zarumienił.
-Wiesz, jeśli chcesz możesz pomóc mi ją skończyć.
-Żartujesz sobie. Ja bym ją tylko zepsuł.- odparłem wstając i ubierając bokserki.
-Zaraz mi stanie.- Szepnął nagle i zaśmialiśmy się głośno.- A co do piosenki wystarczy, że będziesz mi mówił co czujesz reszte pozostaw mnie. Mam pomysł! Zacznij teraz. Ukucnij...- Tak zrobiłem.- A teraz zamknij oczy policz do dziesięciu i powiedz to co czujesz...- Słuchałem go robiąc dokładnie to, co mi kazał i nagle zacząłem mówić.
-Bo wiesz, nikt nie wie, że patrzę na Ciebie kiedy śpisz, ja czekałem całe życie tylko dlatego Lou, żeby odnaleźć Ciebie...Kochanie nikt o niczym nie wie...- Uchyliłem na chwilę oczy i Tomlinson siedział skupiony nad jakąś kartką pisząc coś.
-Nie przerywaj. Idzie Ci świetnie. Kontynuuj, kocham Cie.- Uśmiechnął się słodko, ja znów zamknąłem oczy i jak prosił mówiłem dalej.
-Mi wystarczy tylko jeden twój dotyk...- Przejechałem po jego ramieniu kciukiem i czułem jak przebiegają przeze mnie ciarki.- Przez to co robie, staję się wierniejszy tobie, a kiedy w nocy leżeliśmy to z każdym pocałunkiem kocham Cię mocniej... - Oddychałem głęboko a serce waliło mi jak porąbane. Jeszcze ani razu w swoim życiu, nie powiedziałem takich rzeczy o drugiej osobie. Usłyszałem kruchy, ale głęboki głos błękitnookiego.
-To się staje coraz lepsze, z każdym dniem Harry.
-Hazz! - zbyt mocno się wczułem, bo z zamkniętymi oczyma krzyczałem to co odczuwałem...
-Haha, przepraszam.- Zachichotał i pokazał mi swój brudnopis.- Nie gadaj, że skończyłeś?!- Zdziwiłem się.
-Jeszcze trochę, ale teraz ja. Dam tobie zeszyt, a ty tylko pisz, to co mówię, zgoda?
-Jasne.- Odpowiedziałem, kiedy zaczął patrzył mi prosto w oczy i zaczął wylewać słowa jakby znał je od samego początku.
-Nie wiedzą jak bardzo wyjątkowy jesteś, Nie wiedzą, ile znaczysz dla mojego serca. Mogą mówić co tylko zapragną, bo nic o nas nie wiedzą. Nie wiedzą co robimy najlepiej, to jest tylko między nami. Nasz mały sekret.
-Ale, ja chcę im powiedzieć!- Zacząłem rzucając zeszyt na bok.- Chcę powiedzieć światu, że jesteś mój, Louis!- Opadłem na kolana i przytuliłem go najmocniej jak potrafiłem widząc w jego zamkniętych oczach krople łez...
-Nie płaczę już.- Odkleił mnie od siebie i sięgnął szybko po zeszyt jeszcze coś w nim zapisując. Ja siedziałem nieruchomo, czekając na jakiś gest z jego strony. Coś skreślał, dodawał zamieniał, nucił pod nosem, ale w końcu spojrzał na mnie mocno się uśmiechnął i zaczął śpiewać...
[...]
They don’t know about the up all night's
They don’t know I’ve waited all my life
Just to find a love that feels this right
Baby they don’t know about
They don’t know about us
They don’t know I’ve waited all my life
Just to find a love that feels this right
Baby they don’t know about
They don’t know about us
They don’t know how special you are
They don’t know what you’ve done to my heart
They can say anything they want
Cause they don’t know us
They don’t know what you’ve done to my heart
They can say anything they want
Cause they don’t know us
They don’t know what we do best
It’s between me and you
Our little secret
It’s between me and you
Our little secret
But I wanna tell them
I wanna tell the world
That you’re mine boy!
[...]
Podoba Ci się?-Jest zajebista- odpowiedział Harry
I wanna tell the world
That you’re mine boy!
[...]
Podoba Ci się?-Jest zajebista- odpowiedział Harry
Nigdy nie widziałem niczego lepszego! KOCHAM CIĘ!- krzyknęli oboje...
-Dobra, ale teraz chodź proszę. Zrobiłem się głodny z wrażeń.- Wyciągnąłem dłoń aby pomóc mu się podnieść i od razu przyciągnąłem go do siebie łapiąc za seksowny tyłek, kiedy ten aż jęknął musiałem go pocałować żeby naprawdę uniknąć namiotu bokserek...
-Puszczaj haha!- krzyknął odpychając mnie od siebie i szybko nałożył swoje spodnie. Zakładając t-shirt szedłem w stronę wyjścia. Co chwila obracałem się zerkając na Lou.
-Byłem w takiej restautacji na śniadaniu jak jeszcze Ciebie nie było i poznałem jakiegoś Nialler'a czy jakoś tak. Pomyślałem, że możemy idać się tam na śniadanie, a potem zajmiemy się tym dziwnym pamiętnikiem.
-Okey. Tylko powiedz mu, że nie jesteś do wzięcia. Masz mnie, pamiętaj.
-Hej! To ty jesteś gejem.- O kurcze... Źle to ująłem. Posmutniał i zatrzymał się w miejscu.
-Dziękuję.- odparł wsuwając ręce w kieszenie.
-Louis przepraszam, wcale nie chciałem tego powiedzieć. Miałem na myśli... Ja się dopiero z tym oswajam. Przepraszam. Nie chciałem, żebyś się dziwnie poczuł.
-Dobra, daj sobie spokój.- No świetnie, pierwsza kłótnia!
-Loui, skarbie. Ja też jestem gejem. Słyszysz? - Podszedłem do niego, objąłem w pasie i patrzyłem w oczy kontynuując.- Czy gdybym nim nie był robiłbym teraz oś takiego?- Ścisnąłem jego dupę, aż lekko uniósł się ku górze i wtedy go pocałowałem.
-Coś takiego nie znaczy nic, kiedy nikt tego nie widzi. Potrafiłbyś zrobić to samo na mieście?- Zaniemówiłem. Jasne, że bym mógł. Kocham go przecież.
-Wiem Louis! To jest coś nieprawdopodobnego... Czytaj dalej proszę.- Odpowiedział tak samo zafascynowany jak ja. Czyżbyśmy znaleźli coś, co zmieni nasze życie?
NIE MIAŁAM KOMPA! ZNOWU SIĘ ZEPSUŁ. Durna technologia x.x
Nie powiem kiedy, następny rozdział, ale 3 gim mają testy, więc bede miała 3 dni wolnego! NARESZCIE. Soł czwartek ( najprawdopodobniej )
-Puszczaj haha!- krzyknął odpychając mnie od siebie i szybko nałożył swoje spodnie. Zakładając t-shirt szedłem w stronę wyjścia. Co chwila obracałem się zerkając na Lou.
-Byłem w takiej restautacji na śniadaniu jak jeszcze Ciebie nie było i poznałem jakiegoś Nialler'a czy jakoś tak. Pomyślałem, że możemy idać się tam na śniadanie, a potem zajmiemy się tym dziwnym pamiętnikiem.
-Okey. Tylko powiedz mu, że nie jesteś do wzięcia. Masz mnie, pamiętaj.
-Hej! To ty jesteś gejem.- O kurcze... Źle to ująłem. Posmutniał i zatrzymał się w miejscu.
-Dziękuję.- odparł wsuwając ręce w kieszenie.
-Louis przepraszam, wcale nie chciałem tego powiedzieć. Miałem na myśli... Ja się dopiero z tym oswajam. Przepraszam. Nie chciałem, żebyś się dziwnie poczuł.
-Dobra, daj sobie spokój.- No świetnie, pierwsza kłótnia!
-Loui, skarbie. Ja też jestem gejem. Słyszysz? - Podszedłem do niego, objąłem w pasie i patrzyłem w oczy kontynuując.- Czy gdybym nim nie był robiłbym teraz oś takiego?- Ścisnąłem jego dupę, aż lekko uniósł się ku górze i wtedy go pocałowałem.
-Coś takiego nie znaczy nic, kiedy nikt tego nie widzi. Potrafiłbyś zrobić to samo na mieście?- Zaniemówiłem. Jasne, że bym mógł. Kocham go przecież.
-Chodź, udowodnię Ci to!- Złapałem go za rękę i pociągnąłem za sobą.
*Po 15min*
-Hazz?- spytał nieśmiało. Tak gdyby w jedną sekundę powrócił do naszego pierwszego spotkania.
-Tak Lou?
-Wchodzimy na miasto.
-Wiem i co w związku z tyn?- lekko się zdziwiłem.
-No... Nie musisz mnie trzymać za rękę.- odparł odsuwając si niepewnie.
-O czym ty mówisz?!- Jeszcze raz mocno go złapałem i nie chciałem puszczać.- Mam ich w dupie! Kocham Cię! Mogę to wykrzyczeć teraz najgłośniej jak potrafię... KOCHAM...- Zatkał mi usta i powiedział żebym się zamknął. Zaśmiałem się głośno i objąłem go, zaplątał się wokół mojego karku tym razem on mnie pocałował. Poczułem jak opuszki jego palców głaszczą mój kark a usta nieziemsko pieszczą moje wargi.
-Przepraszam kochanie- szepnąłem z przymkniętymi oczyma.
-Już wszystko w porządku. Ja też przepraszam.
-Ty nie masz za co! Idiota mój- odpowiedziałem i przeszliśmy na drugą stronę ulicy do kawiarni.
Usłyszeliśmy charakterystyczny dzwoneczek i jak zwykle pustki w środku.
-O cześć! To znowu ty.- Uśmiechnął się Nialler.
-Hej. Przyszedłem na śniadanie, z moim chłopczykiem.- Zalotnie się uśmiechnąłem do Lou mając gdzieś innych.
-Jak to... To ty, jesteś gejem?- Zapytał ostrożnie.
-Na to wygląda, przeszkadza Ci to?- spytałem groźnie.
-Ależ skąd! Sam mam sporo znajomych homoseksualnych. Z całym poszanowaniem, drodzy panowie.- Uśmiechnął się i szarmancko ukłonił.
-Haha, więc Niall. To jest Louis. Louis to Nialler.- Podali sobie dłonie i przysiedliśmy się do baru czekając aż zrobi nam jedzenie.
*Po powrocie do domu*
Czekał już na nas tajemniczy pamiętnik. Nie mogłem się doczekać! Tyle czekałem po jego znalezieniu żeby tylko go otworzyć.
-Harry. A co jeśli znajdziemy w nim coś bardzo istotnego albo co jak to co w nim jest, to dla kogoś bardzo ważna tajemnica? Przecież nie chciałbyś żeby ktoś czytał twoje myśli.- Wypytywałem Harry'ego zaciekawiony i odrobinę wystraszony.
-Spokojnie, nic się nie stanie w każdej chwili możemy go zamknąć.- Powiedział siadając z nim na hamaku. Przysiadłem się do niego, a ten wręczył mi pamiętnik, odpowiadając, że to do mnie należy ten zaszczyt.
-Ale, ja się boję!
-Czego tu się bać?! Po prostu to otwórz...
Odetchnąłem i podniosłem grubą skórzaną okładkę zerkając na pierwszą stronę. Oboje siedzieliśmy strasznie zaciekawieni.
*Po 15min*
-Hazz?- spytał nieśmiało. Tak gdyby w jedną sekundę powrócił do naszego pierwszego spotkania.
-Tak Lou?
-Wchodzimy na miasto.
-Wiem i co w związku z tyn?- lekko się zdziwiłem.
-No... Nie musisz mnie trzymać za rękę.- odparł odsuwając si niepewnie.
-O czym ty mówisz?!- Jeszcze raz mocno go złapałem i nie chciałem puszczać.- Mam ich w dupie! Kocham Cię! Mogę to wykrzyczeć teraz najgłośniej jak potrafię... KOCHAM...- Zatkał mi usta i powiedział żebym się zamknął. Zaśmiałem się głośno i objąłem go, zaplątał się wokół mojego karku tym razem on mnie pocałował. Poczułem jak opuszki jego palców głaszczą mój kark a usta nieziemsko pieszczą moje wargi.
-Przepraszam kochanie- szepnąłem z przymkniętymi oczyma.
-Już wszystko w porządku. Ja też przepraszam.
-Ty nie masz za co! Idiota mój- odpowiedziałem i przeszliśmy na drugą stronę ulicy do kawiarni.
Usłyszeliśmy charakterystyczny dzwoneczek i jak zwykle pustki w środku.
-O cześć! To znowu ty.- Uśmiechnął się Nialler.
-Hej. Przyszedłem na śniadanie, z moim chłopczykiem.- Zalotnie się uśmiechnąłem do Lou mając gdzieś innych.
-Jak to... To ty, jesteś gejem?- Zapytał ostrożnie.
-Na to wygląda, przeszkadza Ci to?- spytałem groźnie.
-Ależ skąd! Sam mam sporo znajomych homoseksualnych. Z całym poszanowaniem, drodzy panowie.- Uśmiechnął się i szarmancko ukłonił.
-Haha, więc Niall. To jest Louis. Louis to Nialler.- Podali sobie dłonie i przysiedliśmy się do baru czekając aż zrobi nam jedzenie.
*Po powrocie do domu*
Czekał już na nas tajemniczy pamiętnik. Nie mogłem się doczekać! Tyle czekałem po jego znalezieniu żeby tylko go otworzyć.
-Harry. A co jeśli znajdziemy w nim coś bardzo istotnego albo co jak to co w nim jest, to dla kogoś bardzo ważna tajemnica? Przecież nie chciałbyś żeby ktoś czytał twoje myśli.- Wypytywałem Harry'ego zaciekawiony i odrobinę wystraszony.
-Spokojnie, nic się nie stanie w każdej chwili możemy go zamknąć.- Powiedział siadając z nim na hamaku. Przysiadłem się do niego, a ten wręczył mi pamiętnik, odpowiadając, że to do mnie należy ten zaszczyt.
-Ale, ja się boję!
-Czego tu się bać?! Po prostu to otwórz...
Odetchnąłem i podniosłem grubą skórzaną okładkę zerkając na pierwszą stronę. Oboje siedzieliśmy strasznie zaciekawieni.
"Ten, kto kocha, podbija cały świat - bez obawy, że cokolwiek
utraci. Prawdziwa miłość to akt całkowitego oddania. - Paulo Coelho."
To tobie oddaje wszystko co się ze mną dzieje. Wszystko co się wiąże z tobą. Nie będę kłamał, zresztą to pamiętnik, a w pamiętniku nie da się kłamać. Kocham Cię ~ Frerard
-Harry! To tak miał na imię jeden mężczyzna, który był na tej tabliczce! To tobie oddaje wszystko co się ze mną dzieje. Wszystko co się wiąże z tobą. Nie będę kłamał, zresztą to pamiętnik, a w pamiętniku nie da się kłamać. Kocham Cię ~ Frerard
-Wiem Louis! To jest coś nieprawdopodobnego... Czytaj dalej proszę.- Odpowiedział tak samo zafascynowany jak ja. Czyżbyśmy znaleźli coś, co zmieni nasze życie?
Znalazłem się tutaj
tylko z twojego powodu. Nie dajesz mi spać. Kiedy tylko zmrużę oczy, od razu
samoczynnie się otwierają, bo wydaje im się, że siedzisz obok. Czekam na Ciebie
ciągle podlewając kwiaty miłością. Nie uwierzysz, ale kiedy wstaję rankiem mam
wrażenie, że jesteś obok mnie. Pamiętasz, jak dawniej siedzieliśmy rano i
napawaliśmy się cudownym widokiem wschodzącego słońca? Na pewno pamiętasz. Tęsknię.
Nie mogę się doczekać kiedy znów się zobaczymy w naszym własnym ogrodzie. To
przez Ciebie zacząłem pisać codziennie, jakbym nie miał co robić. (Choć
przyznaję, nie mam.) Ciekaw jestem ile to potrwa, tak strasznie nudzi mi się
bez twojego śmiechu i zabaw, które zawsze wymyślasz.
P.S Nie martw się. Dostaniesz ten pamiętnik do rąk, kiedy tylko do Ciebie przyjadę.
Kocham Cię Frank.(Pozwolisz, że będę mówił tak? Zawsze skracałem twoje imię, bo wtedy się śmiejesz.) Twój John…
_______________________P.S Nie martw się. Dostaniesz ten pamiętnik do rąk, kiedy tylko do Ciebie przyjadę.
Kocham Cię Frank.(Pozwolisz, że będę mówił tak? Zawsze skracałem twoje imię, bo wtedy się śmiejesz.) Twój John…
NIE MIAŁAM KOMPA! ZNOWU SIĘ ZEPSUŁ. Durna technologia x.x
Nie powiem kiedy, następny rozdział, ale 3 gim mają testy, więc bede miała 3 dni wolnego! NARESZCIE. Soł czwartek ( najprawdopodobniej )
czwartek, 11 kwietnia 2013
NEW ROZDZ.
Nowy rozdział w niedziele wieczorem :) Nie dodam nowego posta, tylko zaktualizuje ten xX <33
sobota, 6 kwietnia 2013
Rozdz. 13
Czy to nie jest dziwne? Może tak miałobyć, może to właśnie nasze przeznaczenie. Dwójka zakochanych chłopaków, odnalazło magiczny ogród. Tylko kieruje do siebie jedno ważne pytanie... Dlaczego za pierwszym razem jak byłem tu sam, działo się tak samo.
-Wiesz Harry to pewnie dlatego, że od razu było wiadomo kim jesteś. GEJ- zaśmiał się głos w mojej głowie.
-Zamknij się!- Wykrzyczałem na głos. O kurwa, muszę nad sobą panować. Przerażony Loui zamknął się nagle w sobie spuszczając głowę do dołu. Miał już wyjmować jakiś pamiętnik, który znalazł w pociągu. Wcześniej wspominał, że to może mieć związek z tymi dziwnymi przypadkami.- Loui, przepraszam. Przepraszam.- Szybko mówiłem łapiąc go w talii i przyciągając do siebie.- To nie było do Ciebie, nigdy bym tak nie powiedział... Po prostu jest taki ktoś w mojej głowie, z kim często rozmawiam i czasem przerasta to samego mnie... Przepraszam kochanie.- Uniósł lekko swoje oczy do góry spoglądając na mnie tak ślicznie, że nie mogłem się powstrzymać i pocałowałem go. Przywarł ciężko do moich ust jakby chciał już tego od dawna. Oderwaliśmy się na chwilę, żeby je zwilżyć i ponownie się dotknęliśmy. Przez całe ciało przebiegały mnie dreszcze. Louis przejechał opuszkami palców po moim karku zatrzymując się na nim. Przybliżył się, a ja podsadziłem go łapiąc za uda. Prawie nie widziałem co robię i gdzie idę. Obdarowywał mnie namiętnymi pocałunkami, zasysając się na mojej szyi tworząc malinki. Na podbrzuszu czułem już jego erekcje, przycisnąłem go do siebie mocniej nagle uderzając o szybę szklarni. Rozległ się dźwięk drgającej powierzchni. Usłyszałem cichy jęk Louis'a, ale nie do końca wiedziałem, jakiego rodzaju był.
-Postaw mnie...- Jęczał mi do ucha.
-Nic z tego.- Odparłem od razu przywierając kolejny
raz do jego ust, wsunął swoje rozgrzane dłonie w moje loki przesuwając nimi po
całej ich długości. Pragnąłem do cholery zrobić to samo z jego członkiem. Miało
być ostro! Cholernie ostro. Wymacałem klamkę i o mało co nie wpadłem z nim do
środka. Drzwi trzasnęły same, znów odpowiadając drgającą szybą. Mógłbym za
niego umierać każdego dnia. Rozpruwa mnie od wewnątrz... Poczułem jak z każdą
sekundą zwiększało mi się ciśnienie. Zszedł z moich bioder przez chwilę tracąc
równowagę, nie mógł się doczekać. Tak samo jak i ja... -Harry- zajęczał niecierpliwie spoglądając na swoje krocze. Przysunąłem go bliżej mocno szarpiąc za koszulkę z jego zespołem... Napięły mu się wszystkie mięśnie jakie byłem w stanie wtedy czuć. Powoli zamrugałem starając oddać się te chwili. Zacząłem przeciągać swoją dłonią przez cały jego tors od podbrzusza, aż po klatkę piersiową na koniec zasysając jego sutki. Jęknął znów odchylając głowę mocno w tył. Błądziłem językiem po jego brzuchu, poprzez biodra i mostek. Zdjąłem swoją koszulkę z jego małą pomocą, zawiesił wzrok na moim brzuchu wręcz go pożądając.
-Jesteś piękny...- Powiedział, a ja opierając się dłońmi o jego biodra zacząłem rozpinać mu spodnie. Przełknąłem niekontrolowanie ślinę kontynuując. Oglądałem każdy skrawek jego niemowlęcej skóry, napawając się zapachem i smakiem... Pozostawiłem kolejną malinkę przy gumce bokserek, a wtedy syknął i wepchnął swoje palce w moje włosy odginając się w tył. Spuściłem jego spodnie wraz z majtkami aż do kostek. Zerknąłem jeszcze na napaloną posturę i twarz, która z przymrużonymi oczyma oglądała widowisko. Z aroganckim uśmieszkiem oblizałem wargi po czym od razu zająłem się jego erekcją. Wziąłem członka w usta, podczas gdy Lou głośno pojękiwał. Pieściłem go poruszając głową w tył i w przód lekko przygryzając jego napletek. Zacisnął dłonie na moich włosach dając się we znaki, że zaraz dojdzie. Wtedy zaprzestałem ostatni raz powoli przejeżdżając swoim językiem po całej długości penisa ostatni raz ściskając jego jądra w dłoni.
-Harryeh!- Krzyczał kiedy właśnie opuszczałem jego narządy... Zrównałem się z nim patrząc wprost na błyszczące oczy. Przyjemnie się uśmiechnąłem na co on złapał mnie za policzki i przyciągnął od razu całując. Zamknąłem oczy poddając się jemu. Wzdychaliśmy oboje, kiedy on ocierał się swoją nagą erekcją o moje dżinsy.
-Wydaje mi się, że teraz twoja kolej skarbie...- Szepnąłem arogancko. Lou zsunął się po mnie dając mi świadomość, że należy tylko i wyłącznie do mnie. Nie rozpinając guzików zsunął ze mnie rurki i ukazał mu się mój, trzeba przyznać, duży i od dawna twardy członek.
-Lou... Louis!- Zacząłem wydawać jęki kiedy rozpoczął. Jego szorstkie usta dokładnie rozpoznawały każdy milimetr powierzchni, a jego język...- Lou kurwa...- Był w tym zajebisty. Ale nie na tym chciałbym dzisiaj skończyć. Odepchnąłem go od siebie na koc pod dachem szklarni. Ukradkiem spojrzałem na róże zauważając, że zaczynają rozkwitać coraz mocniej... Upadłem na chłopaka zagarniając jego nadgarstki nad głowę. Odgiął się do tyłu będąc gotowy na przypływ masy malinek. Ale dzisiaj mi to nie starczy.
-Chcę Cię pieprzyć Louis.- Zaświeciły mu się oczy, a po chwili zachęcająco się uśmiechnął i sam obrócił się na brzuch, zaciskając w jednej dłoni róg kocu, a w drugiej moją rękę. Wyjąłem z kieszeni ciemnych rurek gumkę i nasunąłem ją na swojego członka. Puściłem dłoń i włożyłem palec w jego środek. Cały się spiął, dlatego położyłem się na nim chuchając w jego kark, poczułem jak po całym ciele przechodzą go ciarki. Automatycznie się rozluźnił.- Lou przecież to nie ty robisz to pierwszy raz. Jak coś będzie nie tak wystarczy, że powiesz...- Upewniłem go jeszcze i mając pewność, że jest wystarczająco wyluzowany powoli wszedłem w niego. Poczułem jego wnętrze, poznawałem je z każdym posunięciem się w przód mocniej... Jęknął głośno ściskając moją dłoń.
-Wszystko w porządku?- Bałem się, że go ranię...
-Och! Tak... Tylko pieprz mnie w końcu!- On powiedział "pieprz" kurwa... Louis Tomlinson przeklina. Ciężko westchnąłem zaczynając poruszać się w tył i przód, coraz szybciej. Wyczułem jego najwrażliwszy punkt, przez co mocno stękał przyprawiając mnie o stan nieświadomości... Wyginał się w łuk i wciąż oznajmiał, że mogę mocniej.
-Zaraz... Dojdę...- Wymruczałem ledwo przez podniecenie... Złapałem za członka Lou i wystarczyło parę ruchów, a doszedł ja moment po nim spuszczając się... Wiem, że czuł jak wypełniam go od środka, jak w końcu ktoś go dopełnił. Druga połowa, na którą czekał tak długo.
Opadłem na rozgrzany koc, obok gorącego Louis'a spoglądając mu w oczy. Leżałem na plechach, a on ściskając jeszcze moją rękę mocno oddychał. Staraliśmy się wyrównać tępo.
-Kocham Cię...- Jęknął na wydechu zbliżając się do mojego torsu. Pocałowałem go w czoło i odpowiedziałem tak samo. Przymknęliśmy oboje nasze oczy ciesząc się chwilą. Jasne słońca towarzyszyło moim zamkniętym powiekom lecz nagle zauważyłem, że w zbyt szybkim tempie zapada za nimi ciemność. Otworzyłem je i spojrzałem na Tomma, który najwyraźniej już wiedział o co chodzi. Jego wzrok zwrócony był ku górze, a kiedy podążyłem za nim, zatrzymałem swój oddech. Właśnie byliśmy świadkami naginania praw natury. Krzewy, róże białe i czerwone właśnie obrastały całe szkło, nie minęła minuta, a już nie było widać świata poza nimi! Dosłownie, boże co jest grane, było cudownie. Nie było strasznie ciemno, bo promienie słońca przedostawały się małymi szparkami przez krzewy.
Uniosłem głowę patrząc na nasze nagie ciała.
-Jak z bajki. Tylko zrobić zdjęcie.- Szeptałem.- Loui patrz...- Zauważyłem jak cień od słońca tworzy na naszych ciałach wzór mogący przypominać serce...
-Och! Harry to jest niesamowite. Nierealne...- Szeptaliśmy do siebie, żeby nie zepsuć magicznej atmosfery panującej teraz.- A zobacz tam.- Wskazał palcem na zarośnięty sufit.
-To tęcza...- Byłem w szoku, w cholernym szoku. To co tu się teraz działo, przerastało nas samych...
_____________
Nie mogę z tej mojej 'fantazji' że róże kurde paranormal xD ... No, ale podsumowując muszę wiedzieć jak długo chcecie żebym jeszcze pisała. Bo mogę skończyć za 2 rozdz albo poproawdzić go dłużej...
Trochę mi nie wyszedł sex ( ale dawno nie piałam ;_; )
niedziela, 31 marca 2013
Rozdz.12
Obudziłem się o 4:00 rano, kiedy słońce miało zamiar wychodzić zza horyzontu. Oglądnąłem się dookoła wdychając rześkie powietrze. Wszystko było piękne dopóki nie wstałem z ławki...
-Kurwa...- Syknąłem z bólu słysząc jak przestawia mi się kark. Moje plecy... Tak nie może być, trzeba dzisiaj porządnie posprzątać i mniej więcej się urządzić. Nie możemy przecież mieszkać a takim zarośniętym i niewygodnym miejscu.
Zajęczałem kolejny raz, przeciągając się i znów opadłem na ławkę. Tak czy inaczej, pomyślałem sobie, właśnie zaczynam nowy rozdział życia będzie świetnie mieszkać tu z Louis'em. Powoli przestaję poznawać siebie, chyba staję się inny...
-Pierwszy raz tęsknisz... ZA CHŁOPAKIEM.
-Ohh zamknij się... Wiem o tym.
-Sorry, jesteś sam chciałem tylko dotrzymać towarzystwa.
-Dzięki- odparłem sucho do siebie. Chore!
-Spójrz lepiej tam. Ładny wchód prawda?
-O czym ty mówisz, nie poznaję Cię.
-Nie udawaj, zawsze taki byłeś.
-Nie prawda.
-Jak to? Gdybyś taki nie był myślisz, że wygrałbyś konkurs fotograficzny?
-Co ma do tego konkurs niby?!
-Wszystko Harry. Wiedziałeś gdzie przyjść aby zobaczyć coś więcej niż zdjęcie. Czułeś to miejsce i wiesz o tym, że ma ono coś więcej w sobie niż może Ci się wydawać...
-Skąd mogę to wiedzieć? Po prostu znalazłem ładną miejscówkę, która do mnie przemówiła.
-Właśnie, nie pamiętasz już chyba w jaki sposób.
-...Pamiętam. Ale to niemożliwe. Przecież ty jesteś mną widziałeś to co ja. Czyli dalej prawdopodobne, że to były tylko moje psycho zwidy...
-Nie oszukuj siebie Harry. Nie tylko ty widziałeś, jak to miejsce rozkwitło i to w dosłownym sensie. Przecież jak to odnaleźliśmy to był zwyczajny opuszczony ogród. Okropne zapuszczone miejsce.
-I co chcesz powiedzieć, że akurat specjalnie dla mnie od tak rozkwitają tu róże?! To jest chore!!
-Nie mam pojęcia! Ale do cholery sam pomyśl.
Ciekawe, czy kiedy przyjdzie Louis to róże znów się schowają. To miejsce, to naprawdę MAGIA. A właśnie! Louis! Cholera zapomniałem... Zapakowałem torbę rozprostowując kark, spojrzałem po raz kolejny na biało czerwone róże i wybiegłem z ogródka. Za piętnaście piąta. Zdążę, tylko muszę zadzwonić do Lou.
-Cześć skarbie.- właśnie odezwałem się do słuchawki, a zaspany Loui odpowiedział.
-Harry? Obudziłeś mnie no. Jest dopiero piąta godzina! Oszalałeś czy jak?- Zaśmiałem się pod nosem.
-Nie kochanie, haha tak się składa, że masz 15min na pozbieranie się bo zaraz wysiadasz.
-O oł! Matko boska nie zdążę, dziękuję kotku. Czekaj na dworcu, żebym mniej więcej wiedział gdzie wysiąść. Paa! Kocham...- Rozłączył się od razu. Strasznie mnie rozśmiesza zarazem poprawiając humor. Uspokoiłem krok i powoli oddychając równym tempem szedłem na peron.
Nie wiem jak to będzie lecz nie mogę się doczekać wspólnych chwil z Harry'm. Zostało mi jeszcze 5min. Tylko gdzie ten felerny hamak. Myślałem sobie czy mamy jak spać, a skoro Hazz wspomniał o ogrodzie botanicznym, wtedy aż przeszły mnie ciarki. Biedny pewnie użerał się całą noc na twardej i niewygodnej ławce. Hamak na razie powinien załatwić sprawę nocek (do tego we dwójkę). Pod stopami poczułem drganie kół pociągu, który gwałtownie hamował. Straciłem równowagę opierając się dłonią o górną półkę. Pociąg zahamował a mnie w tej samej chwili coś mocno uderzyło w głowę.
-Ała! - Wykrzyczałem do siebie i obróciłem się w stronę 'napastnika' Przecież nikogo tu nie było... Nagle zauważyłem na ziemi jakiś zeszyt, co to...- spytałem sam siebie podnosząc go. Zsunąłem z wierzchu okładki resztki kurzu, miał ciemnobrązowe kartki, wygląda zupełnie jak... "Pamiętnik innego." przeczytałem otwierając właśnie pierwszą ze stron. Nie jestem pewien czy postępuję w porządku, ale i tak muszę już wysiąść. Wrócę do tego później, razem z loczkiem.
Zapatrzony w tajemnice kartek wychodziłem z przedziału.
-Halo! Halo, proszę pana!- Usłyszałem irytujący głos jakiejś starszej pani (wiedźmy chyba).
-Ah, tak słucham?- Ocknąłem się z lekka wsuwając notes do torby.
-Uważałby pan trochę! Przepuścił biedną staruszkę, a nie p-p-pan idzie z zadartym nosem w górę jak t-t-taki król!- Haha tak zabawnie wyglądała jak się jąkała, że z trudem powstrzymywałem się od śmiechu.
-Najmocniej przepraszam.- Sarkastycznie się ukłoniłem i puściłem ją przodem. Nie dość, że chciałem być miły, to ta jeszcze swoją ciężką walizką przejechała mi po palcach. Pff, cóż za maniery...Teraz pomyśleć, że będę mieszkał w jakiejś wsi z takimi wrednymi ludźmi. Ehh szkoda gadać. Właśnie schodziłem z metalowych schodków i w tej samej chwili kiedy moje tomsy zderzyły się z podłogą zauważyłem zadowolonego Harry'ego wbiegającego na peron. Od razu powrócił mi dobry humor i ruszyłem w jego kierunku.
-Louis!- Podbiegł i zrzucając torbę na ziemie przytuliliśmy się do siebie bardzo mocno.
-Cześć Harry...- Szepnąłem w jego loki przyprawiając samego siebie o ciarki. W jednej chwili przywarł do moich ust ściskając jeden z pośladków. Ścisnęło mnie w brzuchu, więc wplątałem dłoń w jego włosy odciągając głowę lekko do tyłu, żebym to ja miał władzę nad pocałunkiem. Zadowolony z siebie że poddał się gwałtownie na niego wskoczyłem chowając głowę w jego obojczyk. Okręcił się łapiąc mnie mocno za uda. Na szczęście nikogo nie było, w końcu to świetna okolica...
-Kocham Cię cichy diabełku.- Szepnął mrucząc do ucha. Zachichotałem i stanąłem naprzeciw niego. Westchnąłem i odpowiedziałem.
-Ja Ciebie też niegrzeczny aniołku.- Haha teraz zaśmialiśmy się oboje.
-Hahaha, my naprawdę jesteśmy popierdoleni. Chyba muszę nauczyć cię przeklinać.
-Ha ha ha. To chyba ja muszę nauczyć cię przestać to robić.
-Dobra, dobra nie pierdol. Haha chodź pokaże Ci gdzie będziemy mieszkać.- Uśmiechnął się lekko i pociągnął mnie za rękę.
-Hej Harry, zaczekaj moja torba.- Powiedziałem ochrypniętym głosem.
-Ach tak, zapomniałem.- Wzięliśmy rzeczy i ruszyliśmy do ogrodu, po drodze opowiadał mi jakich spotkał tutaj już ludzi, ja mówiłem o tym samym. Później rozmawialiśmy o mieszkaniu, o nas... O wszystkim, tematów było tysiąc. Chyba nigdy się sobą nie znudzimy. Ale ja prawie cały czas miałem w głowię ten pamiętnik, ale powiem mu o nim później...
W dodatku, Hazz obiecał mi coś kiedy wrócimy dodał.
-Nie mogę się tego doczekać Lou, ale to niespodzianka...- Teraz to i ja nie mogłem się doczekać. Kiedy przechodziliśmy przez pola mówił mi o czymś magicznym, żebym był gotowy na coś czego nikt nigdy nie widział. Że róże rozkwitną na moich oczach, że wszystko ożyję. Nie wierzyłem w to, ale on mówił całkiem poważnie, co mnie trochę dziwiło i zastanawiało.
-Lou posłuchaj, ja nie żartowałem z tymi różami, możesz nawet uważać mnie za chorego umysłowo nie zdziwiłbym się gdybym to się naprawdę okazało prawdą. No ale...- Zatrzymał się przy ceglanym rozwalonym murze obok wejścia do ogrodu botanicznego. W prawym rogu wisiała zardzewiała tabliczka z napisem "Własność John'a Bell'a i" dalej były jakieś zamazane literki, zastanowiłem się do kogo on mógł jeszcze należeć.
-Harry, przepraszam nie słuchałem Ci, wierzę w te róże tobie we wszystko mógłbym, ale spójrz.- Wskazałem na złotordzawą tabliczkę. - On nie należał tylko do jednego człowieka. Ktoś z nim dzielił to miejsce...- Harry zdziwiony podszedł pod mur i spojrzał na napis, podążyłem za nim także uważnie się temu przyglądając.
-To jest zdrapane? Czy brudne.- Spytał ostrożnie zeskrobując rdze z kawałka.
-Musisz mocniej. Daj ja to zrobię.- Zaciekawiony nie mogłem się powstrzymać.
-Poszukam czegoś czym można by było to zeskrobać.- Mówiąc szperał w swojej torbie, a ja nieprzyjemnie tarłem paznokciami o blaszkę. Znalazł nożyk tłumacząc się, że zawsze ma przy sobie coś ostrego. Na razie postanowiłem w to nie wnikać i zeskrobałem kawałek imienia lub nazwiska.
-F, r, d. Za dużo ro nie da. Daj pomogę Ci- Odczytał literki które było można odczytać i złapał za moją dłoń sprawiając, że stałem się silniejszy.
-Fre....d ?- Przeczytałem to co się dało. - Chociaż za duży odstęp między nim. Tam musi być coś jeszcze.
-Leć odłożyć torby, a ja się tym zajmę!- Rzucił w moją stronę swoją torbę i już miałem przechodzić przez murek, ale mnie zatrzymał.- LouLou, nie martw się jak zobaczysz wszystko oschłe i zwiędłe, to rozkwita tylko jak tam jestem, nie mam pojęcia dlaczego...- Odezwał się i zajął się skrobaniem, a ja wszedłem do środka. Obejrzałem się niepewnie dookoła i niedaleko ujrzałem szklaną altankę obrośniętą... Bluszczem. Zwykłym suchym bluszczem. Podszedłem bliżej i dotknąłem jednego listka, który od razu się pokruszył i upadł na suchą trawę. To miejsce wygląda tak, jakby nie docierało tu żadne słońce mimo tego, że dzisiaj jest ponad dwadzieścia stopni. Niezręcznie wzruszyłem ramionami i jak kazał Harry odniosłem torby nucąc sobie przy tym dość głośno. Usłyszałem w pewnej chwili szelest dlatego przestałem, obróciłem się do tyłu nikogo nie zauważyłem więc znów zacząłem podśpiewywać piosenkę "Look after you." Po raz drugi usłyszałęm cichy hałas, odwróciłem się i zobaczyłem te róże, których przed chwilą nie było. Co jest? Zastanawiałem się, podszedłem do altanki i dotknąłem róż. Biało czerwonych nie w pełni rozkwitłych...
Forgive the urgency but hurry up and wait
My heart has started to separate
Zanuciłem kolejne dwa wersy i spanikowałem, bo własnie na moich oczach wszystko budziło się do życia. Te róże rozkwitały! Osz kurde. Matko boska!My heart has started to separate
- One rozkwitają... Na moich oczach?! To nie możliwe!- Zacząłem coraz głośniej mówić, co po chwili przerodziło się w krzyk, który chyba usłyszał Hazz, bo w oddali usłyszałem jego głos.
-Louis?! Co się dzieje?!- Krzyczał, żebym go usłyszał.
-Chodź tutaj! Szybko! -Nim się obejrzałem przybiegł. Sam nie mógł uwierzyć w to co widział.
-Jak one rozkwitły przy tobie? Przecież... Tylko ja i to nie... O co kurwa tutaj chodzi!- Chyba się wkurzył przyciągnąłem go do siebie, żeby przestał krzyczeć.
-Haha spokojnie głupku!- Potargałem mu włosy i puściłem.
-No tak, przepraszam. Ale nie rozumiem, jak to ożyło?
-Widocznie nie tylko ty jesteś taki fajny!- Rozbawiłem go i zaczęliśmy się śmiać, ale w końcu zebrałem się na powagę i powiedziałem, że to przez śpiew.
-Ty śpiewasz?- Zapytał zdziwiony Hazza spoglądając mi w oczy, kiedy znów kierowaliśmy się w stronę nieodkrytej tabliczki.
-Tylko podśpiewuję. Nigdy komuś, nie pozwalam aby ktoś mnie usłyszał. Wstydzę się.
-Zaśpiewaj mi coś, błagam.- Wiedziałem, nie będę mu śpiewał, to jest coś osobistego... Tak mi się wydaję.
Ooo nie chciało mi się tłumaczyć, bo w końcu i tak bym musiał śpiewać. Po prostu zamknąłem oczy i zacząłem. Śpiewałem podczas kiedy on zajmował się literkami...
There now, steady love, so few come and don't go
Will you won't you, be the one I always know
When I'm losing my control, the city spins around
You're the only one who knows, you slow it down
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
And I'll look after you
If ever there was a doubt
My love she leans into me
This most assuredly counts
I say most assuredly...
Will you won't you, be the one I always know
When I'm losing my control, the city spins around
You're the only one who knows, you slow it down
Oh, oh
Be my baby
Oh,
Oh, oh
Be my baby
I'll look after you
And I'll look after you
If ever there was a doubt
My love she leans into me
This most assuredly counts
I say most assuredly...
-Loui. Prześlicznie śpiewasz.- Wystraszyłem się od razu rumieniąc.
-Nieprawda.
-Lou, gdybyś śpiewał brzydko nie mógłbym tego słuchać. Nie dziwie ci się czemu róże rozkwitły jak usłyszały twój głos... Nie mogę się doczekać jęków, które będziesz wydawał dzisiaj w nocy...- Mówiąc to zabójczo się uśmiechnął i kontynuował.- Ale tym czasem. Skończyłem, trzeba będzie się dowiedzieć kim jest Frerard i jeszcze ten opis pod spodem "Love is love. Magic place for gays."
Oboje stanęliśmy wryci w siebie robiąc wielkie oczy i nie odzywając się nawet mruknięciem.
________
1.Przepraszam, że tak długo :/
________
1.Przepraszam, że tak długo :/
2. Obiecuję, że następny rozdział sex.
3.Przepraszam za wszelkie błędy.
+Frerard (drobny upominek dla dwóch idiotek <3)
środa, 20 marca 2013
Rozdz. 11
Jestem felernie wykończony podróżą, byłem zmuszony wstać o piątej, czyli wychodzi, że spałem tylko cztery godziny. Najgorsze niestety jeszcze przede mną. Niedługo wywiady, sesje Jessici na których muszę być (nie wiem po co), to wszystko tak bardzo mnie męczy. Czasem chciałbym oderwać się od tego wszystkiego i zacząć od nowa. Całkowicie. Urodzić się w innym miejscu z tą samą mamą. Kiedy o niej pomyślałem, jak zawsze zrobiło mi się smutno, westchnąłem i wstałem z miejsca powoli zabierając swoje torby, bo jakieś pięć minut wcześniej był u mnie tata Jess oznajmiając, że niedługo wysiadamy... Nie chciało mi się już nawet grać wkurzonego o to, że tak wcześnie mnie obudzili, po prostu wstałem i miałem na wszystko wyjebane.
Nagle usłyszałem głuchy pisk pociągu i jakieś krótkie ogłoszenie, mówiące na jakiej stacji się znajdujemy i ile będzie trwał postój. Spojrzałem w szybę ostatni raz napawając się świetnym widokiem wschodzącego słońca. Wyszedłem z przedziału rozglądając się wokoło. -Całe szczęście, nikogo nie ma.- Pomyślałem i zmierzyłem w stronę wyjścia.
Nareszcie. Rześkie poranne powietrze dotarło do mych nozdrzy, pobudzając moje ciało, kiedy stanąłem na schodkach. Poprawiłem czarną torbę i wzruszyłem lekko ramionami myśląc- dlaczego jest tu tak pusto? Gdzie Ci wszyscy paparazzi? To chyba mój dobry dzień, zrobili sobie wolne.- Przygryzłem dolną wargę czując jak przyjemny wiatr pełźnie przez mój kark, przyprawiając mnie o dreszcze. Cisza, spokój to właśnie to. I ten piękny wschód... Wyciągnąłem aparat siadając na jednej z ławek na peronie. Przy torach były porozstawiane starodawne lampy, ogólnie cała stacja była mi jakoś dziwnie znajoma. Cóż, skoro oni jeszcze nie wyszli, dlaczego mam się nudzić, skoro mogę porobić zdjęcia. Przyłożyłem obiektyw do oka, lekko przymykając drugie i szukałem odpowiedniego ujęcia, kiedy w pewnej chwili w obiektywie zobaczyłem ruszające się koła pociągu i dziwny głośny hałas.
-Co jest?!- Wykrzyczałem spanikowany. Oderwałem się od aparatu i wstałem podbiegając bliżej... Już się zorientowałem, że pociąg ruszył i dosłownie za sekundę będzie próbował zniknąć z moich oczu! Cholera! Cholera! Cholera! Nie jest dobrze. Mogłem się wcześniej zorientować, że coś nie gra skoro na peronie były pustki. Żadnej żywej duszy, a ja jak głupi czekałem aż wysiądą! Cholera! Idiota! ... Chociaż!
Szybko wpadłem na pomysł... Czyżby tak miało być? Może właśnie teraz mogę zacząć nowe życie? Przecież tego chciałem. Chyba zaraz z radości rzucę się na tory. Szkoda tylko, że moje szczęście nie będzie trwało długo- pomyślałem kolejny raz opadając na starą ławkę. - przecież zaraz po mnie zadzwonią...
A jeśli? Jeśli naprawdę chcę opuścić ich na zawszę? Przecież mógłbym napisać tylko Zayn'owi gdzie jestem, ufam mu na pewno nikomu by nie powiedział. Nie myślcie, że zapomniałem o Louisie. Ten debil ciągle siedzi mi w głowię. Tylko, co on sobie pomyśli, jak zadzwonię do niego oznajmiając, że zaczynam nowe życie i chcę, żeby on był jego częścią. Przecież przez moją decyzję on będzie musiał uzależnić się ode mnie. Co ja mówię. Po prostu do niego zadzwonię, sam już nie wiem co mam robić. Jedyne co to muszę szybko znaleźć bank i założyć drugie konto, po czym przelać na nie moje pieniądze...
Wszystko co robiłem w tych momentach to były zupełnie spontaniczne decyzje, sam do końca nie wiedziałem w co się pakuję, ale cholernie chciałem zmienić to co było do tej pory.
-Halo?- Usłyszałem zachrypnięty głos Lou. O kurwa! Zapomniałem, że jest 5 rano!
-Cześć Loui. Strasznie Cię przepraszam, zapomniałem, że jeszcze tak wcześnie, nie chciałem Cię budzić skarbie.
-Hej kochanie.- Cichutko zachichotał i pozwolił mi kontynuować.
- Bo wiesz, mam dla ciebie ciekawą propozycję...
-Jaką?- Poderwał się do góry od razu się rozbudzając.
-Musimy porozmawiać, jak tylko się dowiem w jakim mieście się znalazłem. Haha wyobraź sobie, że...- Tak, opowiedziałem mu wszystko co się przed chwilą stało i też o tym co postanowiłem.
-Chcesz powiedzieć, że uciekłeś z domu w ogóle tego nie przemyślając i teraz prosisz mnie żebym zrobił to samo. Czyli wychodzi na to, że namawiasz mnie do złego? -Upewnił się Lou rozbawiając mnie. Faktycznie w jego ustach, z innej perspektywy wydawało się to wszystko śmieszne.
-Haha, nie Loui. Ja nie namawiam Cię, tylko daję propozycję nie do odrzucenia. Tak mało czasu minęło, a już się za tobą stęskniłem! Przecież to tylko nocka w pociągu, nie byłbyś zbyt daleko od domu, a ja nie będę na tyle blisko aby mogli mnie znaleźć.
-Nie wiem Harry. To poważna decyzja. Wyobraź sobie, że będę musiał zostawić swoją mamę z moimi siostrami. Poza tym, co z moimi studiami?
-Przecież masz je tylko w weekendy. Wtedy moglibyśmy przyjeżdżać do miasta...- Idąc po jakiejś uliczce w nieznanej wsi, całkiem mnie olśniło! Przecież znam to miejsce. Wiedziałem, że kiedyś już tu byłem. To właśnie niedaleko stąd powstało moje zdjęcie. Opuszczona altanka, obok niej szklarnia obrośnięta biało czerwonymi różami, z których zrobiła się już prawie łąka. Nie wiem dlaczego ludzie zaniedbują takie miejsca zwyczajnie je opuszczają myśląc, że wszystko będzie tak samo.- Louis...- Pragnąłem mu to powiedzieć.- Pamiętasz jak obiecałem zaprowadzić Cię w pewne miejsce...?
-Co masz na myśli?- Spytał zdezorientowany.
-Mówię o altanie pełnej róż.- Odparłem mając nadzieje, że się ucieszy i od razu będzie chciał tutaj przyjechać.- Przypomniałem sobie tą wioskę, właśnie w niej teraz jestem i na razie dopóki czegoś dla nas nie znajdę urządzę się tam.
-Żartujesz?!- Pisnął do słuchawki, po czym od razu przeprosił śmiejąc się.- Harry, to świetnie! Porozmawiam dzisiaj z mamą i za dwie godziny powinienem do ciebie oddzwonić. Tylko błagam przez ten czas racz nie ruszać się z miejsca i nic sobie nie zrobić!
-Haha! W porządku Louis. Obiecuję. Będę stał na środku ulicy dwie godziny i bardzo uważał żeby nic sobie nie zrobić debilu.- Syknął od razu krzycząc na mnie.
-Nie! Głupku złaź z tej ulicy! Nie wiesz co to przenośnia?!
-Wiem haha. Żartuję spokojnie misiek. Już schodzę, będę czekał na twój telefon w ogrodzie.
-W porządku. To pa.
-Narazie skarbie. -Rozłączyłem się. Chyba trzeba by było zapytać kogoś o drogę i najbliższy bank, o ile w ogóle jakiś tu znajdę. Przechodziłem obok jakiejś kafejki z starym białym płotkiem przy brzegu i skrzypiącą tabliczką przyczepioną nad drzwiami. "Witamy w Hampstead Heath" Chyba właśnie odpowiedziała mi na pytanie, gdzie się znajduję. Od razu wysyłałem Louis'owi informacje, żeby mógł powiedzieć mamie coś więcej, niż fakt że chciałby jechać gdzieś na wioskę ze mną.
Postanowiłem wejść do środka i trochę popytać o najbliższą okolice. Przy barze stał wysoki blondyn o niebieskich oczach. Usiadłem na stołku i rysując kółka po blacie zacząłem mówić.
-Fajna okolica, jesteś stąd?- Chłopak spojrzał na mnie właśnie wycierając lampkę od wina.
-Tak, to "Hampstead Heath" to od roku nie jest nazwa naszej wiochy. Mój dziadek zmarł i dosłownie tydzień po jego śmierci zmienili nazwę na "Middlewich" niedaleko Holmes Chapel.
-Ach tak. Właśnie tam miałem się znaleźć.
-Chcesz powiedzieć, że się zgubiłeś?
-Nie do końca, sam tego chciałem. Zresztą nie opowiadam o sobie, sorry.
-Fakt, nie przedstawiliśmy się sobie. Jestem Naill. Mojej mamie zachciało się oryginalnego imienia i zamiast Niall zażyczyła sobie Naill.
-Świetnie- odpowiedziałem po części z sarkazmem. On zbyt dużo mówił.- Ja jestem...- Yh, co miałem odpowiedzieć? A jeśli mnie zna nikt nie może się dowiedzieć, że tu jestem.- Nazywam się Larry.- Łoo, ale zajebiście wybrnąłem. Zawsze będzie mi się to teraz kojarzyło z Tommem. Kurde to imię jest świetne. Jestem geniuszem mam tylko nadzieję, że Loueh nie będzie miał mi tego za złe.
-Dawno nie słyszałem takiego imienia.
-Wiem, moja mama też lubiła być oryginalna... -Zobaczył moją minę i od razu odwzajemnił współczuciem, chyba nie chciał pytać co się stało, ale to dobrze.
-Proszę Whisky.
-Już się robi Larry.- Odpowiedział i chwilę później dostałem kieliszek wódki. Wypiłem jednym jednym machem i poprosiłem o następną, ale ostatnią. Nie mogłem się spić przed prawdopodobnym przyjazdem Louis'a. Właśnie, zapomniałem poprawić w wiadomości, że to jest jednak Middlewich, a nie Hampstead Heath.
-Hej, znasz może opuszczony jakiś opuszczony ogród botaniczny w tej okolicy?
-Jedyne co mi przychodzi na myśl to stary ogród John'a Bell'a, który teraz jest obrośnięty jakimiś chwastami.
-Róże nazywasz chwastami?! - Od razu wybuchnąłem, ludzie czasem potrafią nas zaskakiwać.
-Nie, ale one obrosły wszystko, teraz prawie nie widać całej reszty pomników itp.- Chciał kontynuować, ale nie dałem się zrzucić z tropu.
-Po pierwsze kolego. Róże to nie chwasty, a po drugie tam jest pięknie. To miejsce wygrało konkurs fotograficzny i to jeszcze dzięki mnie!- Poczułem się dumny, przy okazji zwalając swoją torbę na ziemie.
-W takim razie zwracam honor, chciałbyś się dowiedzieć czegoś jeszcze?
-Tak, ale najpierw możesz zrobić mi jakieś śniadanie. Tylko nie za drogie.
-Okey, ale pytaj.
-Gdzie macie tutaj jakiś bank? - Zapytałem zerkając na telefon (z przyzwyczajenia).
-Jest za rogiem drugiej ulicy. Jak stad wyjdziesz, skręcasz w prawo.
-Spoko, dzięki.- Znów zajrzałem w komórkę, tym razem widząc wiadomość od Louis'a
"Kocie!! Moja mama powiedziała, że sobie poradzi, ale mam wrócić w następny tydzień z tobą, bo chciałaby pogadać! BARDZO SIĘ CIESZĘ! Muszę tylko znaleźć pociąg i się spakować! Będę jutro!! KOCHAM CIĘ! <3" O kurwa, na mojej twarzy samoczynnie pojawił się szeroki uśmiech. Od razu mi odpisałem "Ooo Loueh! Nie mogę się doczekać!! Zadzwoń kiedy będziesz w pociągu, będę czekał na peronie... Ja też cię bardzo kocham <3 PS. To zdjęcie, które zrobiłem tutaj o wchodzie słońca, dość daleko od stacji, ale nie martw się przecież po ciebie przyjdę BooBear ;*"
Subskrybuj:
Posty (Atom)
