Pytanie

niedziela, 15 września 2013

Rozdz. 21


                                                            *FLASH*
*FLASH*              
                             *FLASH*                                                                         *FLASH*                                
                                                                           *FLASH*
                                                                                                                                      *FLASH*
              *FLASH*                              *FLASH*
                                                                                              *FLASH* 

Czułem się otoczony, z każdej strony widziałem tylko białe oślepiające światła mimo to, że ledwo co wzeszło słońce i było jasno... Nie wiedziałem co robić, szybko wyrwałem się z ramion Harry'ego i stanąłem w rozciągniętym swetrze przed paparazzi. Styles ocknął się po chwili i tak samo jak ja zszokowany, wstał i pociągnął mnie za sweter krzycząc, żeby oni dali mu spokój...
     -Ja pierdole! Nie macie co robić?! Spierdalać stąd! Nawet nie jestem sławny, więc do chuja o co wam chodzi.-darł się zdezorientowany i okropnie wkurzony.
Oni jednak nie dawali za wygraną i zaczęli wypytywać kim jestem. Włożyłem na siebie kaptur powtarzając ruchy chłopaka w nieogarniętych i pełnych piasku lokach. Spojrzał na mnie krótko, skręcił w prawo gdzie stał hotel "Pankay" i od razu wszedł do środka zostawiając za sobą, "stertę" natrętnych dziennikarzy. Byłem w szoku, ilu ludzi robi zamieszanie z powodu jednej (w dodatku nie aż tak znanej z czegoś konkretnego) osoby.Naprawdę skończyły się tematy? Nie mają kogo gonićtylko jakiegoś Harry'ego Styles'a.Oglądałem się wokół bo o wilku mowa, mojego wilka właśnie zgubiłem. Uważając na dobijające flesze stanąłem obok windy sygnalizując recepcjonistę, że zaraz coś zarezerwuje z Harry'm, gdy tylko jego znajdę. Założę się, że trochę tutaj posiedzimy lub wyjdziemy tyłem... Drzwi do windy się otworzyły i automatycznie ktoś wciągnął mnie do środka. Co więcej ten KTOŚ to był Harry i był be koszulki!
     -Co ty robisz?- zdziwiony oparłem się o lustro.
     -Zamknij się Lou. po prostu nie chciałem żeby poznali mój sweter kiedy wyciągnąłem po Ciebie rękę. Cholera.- dodał i się uciszył, osunął się w dół z takim impetem, że winda zadrżała i stanęła.- Kurwa mać!
     -Spokojnie Hazz. Wszystko ok. Zaraz ruszy...
     -Nie będę spokojny, wiedziałem, że nie było dobrym pomysłem jak zachciało Ci się mnie wciągać do tej wody.
     -Aha. Czyli twierdzisz, że to moja wina?
     -A niby kogo, moja?!- westchnąłem. Postanowiłem się uspokoić. był wkurzony rozumiem to, nie dziwie się, ale nie musiał wszystkiego zrzucać na mnie.
     -Stało się i tyle.- Rzuciłem i przyglądałem się w lustrze czerwonej barwie światła awaryjnego.
     -Cholera Louis! Nie "stało się i tyle" tylko, kurwa mać miałem uważać a zasnąłem na tej gównianej plaży. Do tego, to przez twoją jebaną chęć do zabawy, jak jakieś dziecko!
     -Nazywasz mnie dzieckiem?! Nazywasz mnie dzieckiem, kiedy to nie ja boję się przyznać, że prowadzę chore życie poza mediami. Pierdol ich co będzie to będzie.
     -To nie takie proste!- Podniósł się i stanął prosto przed moją twarzą.- Myślisz, że tak po prostu wszystkim powiem i się odwalą?! NIE!- prawie podskoczyłem kiedy się tak wydarł.- Mój ojciec mnie zabiję, tym bardziej jak dowie się, że jestem pedałem!- Złapał mnie za kołnierz i przybił mocno do lustra.- Nie chcę jeszcze dołączać do mojej matki nie rozumiesz?!- zamilkł i po chwili rozerwało go od środka, zsuwając się na ziemie zaczął płakać. -Nienawidzę tego popierdolonego dupka, tyle bił mamę a ona się dawała, tylko żeby mnie obronić. To straszne, nie wiesz jak to jest! - kucnąłem przed nim odgarniając kosmyk mokrych włosów przez duszność w windzie. Nie doczekałem się jednak miłej odpowiedzi, natychmiast wstał odpychając mnie od siebie. Dziwnie się zachowywał.


     *W tym samym czasie, w stanie Kalifornia.*


     -Stanowisko zwolenników równouprawnienia mniejszości seksualnych opiera się na założeniu, że każdy człowiek ma prawo do miłości, jak też do samodzielnego wyboru obiektu miłości. Ustanawiana przez państwo instytucja małżeństwa nie powinna być ograniczana przez wpływy ideologiczno-religijne, lecz musi uwzględniać potrzeby wszystkich obywateli – również mających odmienne poglądy i potrzeby, dlatego jako najludniejszy stan USA, Kalifornia po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw postanowiliśmy, aby związki i małżeństwa homoseksualne stały się czysto-legalne. - Tak zapoczątkowano równość i tolerancję w stanie Kalifornia. Odtąd pary homoseksualistów mogą bez ogródek poruszać się po ulicach miast i swobodnie uczestniczyć w całym życiu społecznym.


**
...-Co nie zmienia faktu, że to wciąż twoja wina.- Dlaczego ku*wa, (że się tak wyrażę) on obwinia za to mnie, nie kazałem zasypiać na plaży, mogliśmy iść do mnie albo nawet do Malika. Było zimno, przytulałem go zmęczony i zasnął, ja zaraz po nim. Zamyśliłem się siedząc oparty o ścianę. Ciekawe czy szybko się pogodzimy. I do cholery ciekawe, ile jeszcze przesiedzimy w windzie. Było cicho. Siedział z jednej strony, ja z drugiej. Specjalnie omijając siebie wzrokiem, czekaliśmy aż ruszymy z miejsca. Coraz większe zmęczenie spowodowane brakiem tlenu doskwierało nam i byliśmy tym samym wkurzeni jeszcze mocniej. Ile można to gówno naprawiać. Minęło już około 30 min, a ten stary portier wciąż nie wie co robić. Bo "dzwonienie na policje jest zbędne poradzę sobie" jasne od razu...
     -Lou...- kaszlnął Harry.- Zdejmij koszulkę.- Łoo-o co to ma być. Darmowe porno w windzie?! Nie mam mowy, tym bardziej teraz! Co on sobie myśli, że może mnie sobie pieprzyć kiedy tylko zechce?
     -Co ty gadasz?- Nie chciałem krzyczeć oszczędzaliśmy przecież tlen.
     -Pocisz się, zabierając więcej powietrza. Taki jesteś dobry w nauce, a tego nie wiesz...- Znów zakaszlał, a ja poradziłem mu już się nie odzywać. Tak też zrobił, zsunął się na podłogę i oparł swoje nogi na moich. Zdjąłem sweterek i rzuciłem go w kąt. Oparłem się i zmrużyłem oczy. Oboje robiliśmy wszystko żeby nie zasnąć.
W pewnym momencie Harry podniósł się ledwo co na nogi podszedł do mnie i także nakazał mi wstać. Uniosłem jedną brew ku górze, ale w końcu wywracając oczyma mozolnie się podniosłem. Spoglądaliśmy na siebie chwilę piorunującym wzrokiem, nie wiedziałem co robić i o co mu chodzi. Jego oczy stały się właśnie definicją tajemniczości i zachwycenia zmieszanego z irytacją. Chwycił mnie za ramię i docisnął tak mocno, że musiałem klęknąć. Patrzył zdradziecko i powiedział:
     -Masz teraz najlepszą okazje na przeprosiny.- Co do cholery, nie będę mu obciągał w windzie...- Rozepnij i ssij na co jeszcze czekasz?!- podniósł głos dławiąc się brakiem tchu. Złapał mnie za włosy i przysunął do swoich spodni, zaparłem się o jego kolana dłońmi odsuwając twarz od guzika.
     -Harry, przepra...
     -Przestań! Powiedziałem tobie, jest tylko jeden sposób na przeprosiny.- zerknął popędliwie na swoje krocze. Musiałem głęboko westchnąć, ale nawet nie dawał mi do myślenia, po prostu w chwili nieuwagi pociągnął mnie za włosy, mocno pocałował i odparł "teraz rób swoje". Znów znajdowałem się przy rozsuniętym rozporki, powoli rozpiąłem guzik jeansów, które lekko opadły z jego wyrzeźbionych bioder. Wsunąłem się palcami za gumkę czarnych bokserek dochodząc do jego napiętego kutasa*1. Co za aspołeczny dupek! Jak on może to robić... Wepchnął mi drugą dłoń do majtek i pomógł mi zdjąć je z niego. Chwycił się za pośladki i odchylił do tyłu czując mój ciepły oddech na jego koledze. Jęknął wypychając biodra w przód, jego szanowny "przyjaciel" obił mi się o usta. Powoli złapałem go w dłoń, ale Styles się nie dawał, przytrzymał moją głowę abym nie mógł się odepchnąć szarmancko mówiąc "Na co czekasz, dobrze wiem, że tego chcesz zawsze byłeś taki groźny skarbie" Dobra chuj mu w dupę (tylko mój oczywiście). Wziąłem go do ust pieszczotliwie okrążając językiem wokół niego, niewyżyty ciągle wypychał biodra coraz bardziej przybliżając mnie do ściany, aż w końcu w nią uderzyłem sycząc z bólu, (co gorsza) jemu się to chyba spodobało bo oblizał usta i mocniej popychał swoje biodra w przód, zaciągając moje ręce na jego pośladki. Cholera, były kurewsko idealne. Dusił mnie swoim prąciem, co chwila kaszlałem, ale jego to nie obchodziło. Miał ochotę na gwałt, na coś kontrowersyjnego, a ja mu to dałem i to jeszcze tutaj. Szlag! Doszedł w mojej buzi, a był tak głęboko, że nawet nie poczułem smaku jasnego płynu... Przypadkiem przygryzłem jego nabrzmiałego penisa, wtedy syknął i odsunął się, minę to miał jakby chciał krzyknąć "Nie tak ostro", nałożył z powrotem spodnie i osunął się na ziemie. 
     -Można powiedzieć, że przeprosiny zostały przyjęte, może się o mnie oprzeć nawet, jeśli chcesz.
     -Mmm... Cóż za cholerny dżentelmen się z ciebie nagle zrobił- nie odezwałem się więcej, tylko usiadłem po drugiej stronie ściany, tam gdzie wcześniej, za to on przybłąkał się obok mnie i położył na moim brzuchu. Westchnąłem, a on tylko poklepał mnie niezdarnie po nodze sugerując, że mówi "tak, ja ciebie też". 
 Po paru minutach bezczynnego leżenia i trudnych głębokich oddechów, Harry niespodziewanie się zerwał:
     -Kurwa! Gdzie ten gościu, na serio ile można tutaj siedzieć! Zaraz sam rozpierdolę tą windę i doskonale sobie poradzę z wyjściem z niej. Mogliśmy sami zadzwonić po policję pół godziny wcześniej... - Kiedy on prawił sobie morały, zamiast brać się do roboty, to ja już słyszałem głos policjanta w telefonie. Zgłosiłem to co się stało, dopóki on się nie rozłączył mówiłem wszystko czego chciał, wtedy upadłem na ziemie mdlejąc...

___
*1 Sorry tak mi pasowało zresztą myślę, że wam to nie przeszkadza prawda? ;d

+Mam teraz trudny okres, ważne sprawy (wiążące się z tymi w cholerę trudnymi) i serio bardzo chcę znajdować czas na rozdziały, ale czasem mimo chęci nie wychodzi. Nie mam nastroju lub tym podobne. Robię co mogę, jak tylko mam chwilę wolnego siadam i piszę więc błagam wybaczcie. Może wraz z nowym rokiem będzie lepiej (bo tak, zgadza się, chcę zacząć kolejne opowiadanie.) Tyle, że tego chcieć musicie wy też :) Inaczej będę pisała, bo z tym nie skończę, ale dla samej siebie.